niedziela, 31 marca 2013

Zaskakujące cienie Wibo

Na wstępie chciałabym nawiązać do lakieru Sally Hansen,o którym pisałam wczoraj.
Okazało się, że jedynie przy tym lakierze po przebudzeniu się nie mam odbitego ani paseczka, choć spać poszłam w krótszym odstępie godzinowym, niż w przypadku poprzednich lakierów.
Dlatego też zrezygnowałam z nałożenie top coat'u na wierzch. Póki co lakier trzyma się OK na odżywce Eveline.
Wniosek jest taki, że TYLKO na lakierach szybkoschnących nie odciska nam się pościel i inne cuda. Chyba przerzucę się na takie lakiery! :)

A dzisiaj chciałam przedstawić Wam zaskakujące cienie Wibo. Nie przepadam za tą marką, ale cienie kupiłam kiedy w Rossmannie była promocja -30%, wyszły za śmieszne 6 zł.





Pigmentacja i moc kolorów zaskoczyła mnie pozytywnie.
Jako wielbicielka kolorów naturalnych na powiekach w odcieniach brązu, złota, beżu i nude - najczęściej używam w różnych tonacjach i odcieniach brązu, który KOCHAM.
Kolory w tej palecie są mocno błyszczące i mocno na pigmentowane.
Nie jestem specem od makijaży, ale nakładam go codziennie. Nie umiem pokazywać go na zdjęciach, ze względu na mało profesjonalny aparat i na to, że nie mam się czym za bardzo chwalić, ale cienie w tak niskiej cenie chciałam wam zaprezentować.

Dzisiaj użyłam cieni w brązie a białym rozświetliłam wewnętrzną część powieki. Cieni nie nakładam dołączoną do palety pacynką, bo uważam że jest beznadziejna, ma dziwny materiał. Nałożyłam inną, a często robię to pędzelkiem, ale w przypadku tych cieni można łatwo przesadzić z ich ilością.

Pod cienie kładkę bazę pod cienie, aktualnie mam KOBO, za którą nie przepadam. Miałam wcześniej Artdeco i chyba znów do niej powrócę.

Mimo wszystko, cienie WIBO z tej palety trzymają się zadziwiająco dobrze, śmiem stwierdzić że lepiej niż Loreal, który posiadałam w równie mocno świecącej paletce.
Spokojnie trzymają się na powiecie cały dzień, dopiero po kilku godzinach na załamaniu górnej powieki jest widoczne 'lekkie' rozdzielenie, ale wystarczy delikatnie przejechać palcem i nic nie widać.

Oto efekt na oczach:
(niestety zdjęcie nie oddaje rzeczywistej mocy i perlistości koloru)






Pozdrawiam i życzę dalszego miłego świętowania :*


pirelka

sobota, 30 marca 2013

Trochę zieleni

Wraz z rozpoczęciem świętowania, zmieniłam kolor paznokci na ulubioną zieleń.
Długo szukałam takiej zieleni, która miała swój czas w modzie...
znalazłam Sally Hansen INSTA-DRI kolor 22 Jumpin' Jade


Kupiłam jakiś czas temu w drogerii Natura, mam jednak wątpliwość co do jego świeżości ponieważ jakość jest strasznie kiepska, na drugi dzień praktycznie są już znaczne ubytki.
Natomiast kolor, jest tym czego szukałam i od czasu do czasu lubię po niego sięgnąć.
Jego ogromną zaletą jest ekspresowe wysychanie! 
Praktycznie już podczas malowania, kiedy chcemy pociągnąć jeszcze pomalowane miejsce potrafi już podeschnąć i robi się 'efekt kleju'.
Trzeba szybko i dokładnie malować za jednym razem :)
Teraz jest to cięższe to zrobienia bo lakier zaczyna gęstnieć powoli i nie mam już go tak dużo.
Na początku jednak trzeba było wręcz obcierać pędzelek od jego nadmiaru, ale malowało się łatwo i sprawnie. 
Do całkowitego krycia wystarcza jedna warstwa.
Pędzelek jest fajny, szerszy i delikatnie wycięty.
Z tej serii szybkoschnącej mam jeszcze turkus, który zamówiłam w internecie. Wysycha również szybko, ale bardziej widać ślady pociągnięć, jest bardziej perłowy i widać jak "leciał" pędzelek. 
Niedługo zamierzam nabyć fioletowy.

Dzisiaj zieleń nałożyłam na odżywkę Eveline 8 w 1, której swoją drogą nie lubię. Czasem jest OK, a czasem wydaje mi się, że paznokcie po niej są jeszcze gorsze i bardziej się rozdwajają.
Zamierzam jeszcze nałożyć top coat (choć przeraża mnie długość schnięcia) i zobaczymy czy będzie dłużej się trzymać.

A teraz kilka zdjęć:
(podziwiam osoby, które malują idealnie równą linię lakieru od skórek, nie wiem jak to robią..)







...

Ostatnio w sklepie widziałam żel do golenia Gillette Olay, maszynkę do golenia i wkłady do maszynki. Kolekcja mnie zaciekawiła już, jak ujrzałam ją w zapowiedzi GlossyBox, na które jeszcze nigdy się nie zdecydowałam. 
Żałuję, że zrobiłam już zapas wkładów do mojej maszynki Venus, wtedy chętnie wypróbowałabym wkłady Olay, choć ich cena ok. 90 zł skutecznie odstrasza ;)
Na żel do golenia pewnie się skuszę za jakiś czas, może będzie w jakiejś promocji.

Co do Wielkiego Testowania z Vichy zaczęłam już powoli testować produkty dla cery młodej, są niezwykle malutkie ale przynajmniej mamy wstępne rozeznanie, który krem sprzyja naszej skórze.
Użyłam już dwa rodzaje, saszetkę Normaderm Anti-Age, już wiem że tego kremu na pewno bym nie kupiła. Podoba mi się zapach tej serii i pewnie gdyby był to krem na noc, to byłabym zadowolona, natomiast na dzień pod podkład kompletnie według mnie się nie nadaje. Saszetka ledwo wystarczyła na dwa użycia.
Zużyłam też krem AQUALIA THERMAL, również na dzień - pod podkład sprawuje się idealnie, a opakowanie starczyło mi na około 3 dni. Ten krem mogłabym kupić, fajnie nawilża ale nie natłuszcza skóry. Po dniach używania, wydawało mi się że skóra wyglądała fajniej. Skóra po nim faktycznie była aksamitna.

A Wy, jakie macie odczucia podczas testowania?

Na koniec, chciałabym złożyć Wam Wielkanocne życzenia:

Chciałabym życzyć Wam wszystkim,
dużo zdrowia, szczęścia i radości,
w te świąteczne dni niech dopisuje Wam dobry humor i uśmiech na twarzy.
Smacznego święconego jajka,
mokrego dyngusa ...
...mile spędzonego czasu w gronie najbliższych.

Całuję!

                        
pirelka

czwartek, 28 marca 2013

Bielenda, Polinezja SPA, Hawajska sól do kąpieli

Po fantastycznej Peruwiańskiej soli do kąpieli nadszedł czas na wypróbowanie innego rodzaju Bielendy.
 Padło na piękną turkusową Hawajską sól do kąpieli


Opis: Hawajska sól do kąpieli wykorzystuje niezwykłe właściwości roślin rytualnych Polinezji i minerałów morskich – zapewnia wyjątkową kąpiel, która poprawi wygląd i kondycję skóry, odpręży, zlikwiduje stres i napięcie całego dnia. Ciało odzyska niezwykłą świeżość, gładkość i nawilżenie.
Intensywny i egzotyczny aromat soli wspomaga siły witalne, dodaje energii, poprawia samopoczucie.
O piękno Twojej skóry zadbają orchidea i algi laminaria – znane z właściwości wyszczuplających, przyspieszających przemianę materii, wspomagających spalanie tkanki tłuszczowej, oczyszczającej z toksyn, poprawiającej jędrność i napięcie skóry.

Uważa, że ta sól jest jeszcze lepsza od poprzedniej :)
Piękne barwi wodę na turkusową, pachnie niezwykle świeżo i chyba dzięki algom niezwykle chłodząco, mogłabym rzec, że wręcz ma lodowy zapach. Cudowny!
Dzięki temu, jeszcze lepiej rozluźnia ciało i pozwala się odprężyć, a napięcie mięśni likwiduje skutecznie, dzięki temu chłodowi.
Nie mylcie chłodu zapachu z chłodzącą wodą, nic w tym stylu ale zapach właśnie tak działa!




W moim sklepie widziałam 3 rodzaje soli Bielenda, więc zostaje mi do przetestowania ostatnia, w kolorze żółtym !!

Żeby moja woda miała odrobinę piany, bo jednak lubię leżeć w pianie aktualnie dodaję płyn do kąpieli Luksja Lemon Pie


Zapach trochę słodki jak na cytrynowe ciasto, ale lubię płyny Luksja.
Poprzednio miałam Cherry Tart, wiśniowy to mój jeden z ulubionych zapachów.
Czekoladowo-pomarańczowy mnie zaczarował zapachem, ale w kąpieli nie powalił.
Są duże, ładnie się pienią no i pachną..MNIAM.
Jednoznacznie jednak stwierdzam, że najlepszy z płynów Luksja jest Creamy Cotton Milk.
Pieni się jeszcze mocniej i cudownie naturalnie mlecznie pachnie. 
Nikogo nie będzie drażnił zapach, jest naturalny i pasuje absolutnie do wszystkiego.


Dzisiaj uzupełniłam mój zapas ulubionego płyny do demakijażu Bielenda z Awokado  ;)

Dla zainteresowanych żelami Playboy, teraz w Rossmannie są po 7,49 a cena regularna 10,99 zł :)
Inne produkty marki Playboy też są - 30% !!



pirelka

środa, 27 marca 2013

Nowy kolor i nowe zakupy

Na pierwszy rzut małe zakupy: 


Skończyły mi się zapasy żeli pod prysznic, wstąpiłam do Hebe po "coś innego", wahałam się między chęcią wypróbowania żeli Biały Jeleń, ale z miłości do awokado skusił mnie żel Naturia z awokado i melonem, 300ml w cenie 5, 99 zł.
Wstąpiłam też do drogerii Natura po zmywacz do paznokci z gąbką i wielki plakat mówił do mnie, że żel pod prysznic Kamill 2,99 zł. Był ostatni rodzaj więc kupiłam bez wahania.
Skuszona Waszymi recenzjami produktów do dłoni kupiłam w Rossmannie bambusowe rękawiczki do rąk i w końcu mam zamiar nie przejmować się nałożeniem kremu na dłonie i "nie dotykaniem" niczego :) moje dłonie będą bezpieczne i przedmioty wokół też!

W związku z tym, że moje wolne dni się skończyły i wracam pełną parą do pracy, zmieniłam kolor paznokci na weselszy.


Lakier dostałam od siostry w prezencie. Firma BORGHESE, szybkoschnące i ulubione lakiery mojej siostry.
Faktycznie dwie warstwy wyschły w mig, natomiast z czubków już zaczyna się ścierać, co jest skutkiem pracy.
 Lakier łatwo się rozprowadza, ma fajny i zgrabny pędzelek, lekko w literę "v".
Wygląda delikatnie, naturalnie a dwie warstwy nie wyglądają na "nalepione".
Oczywiście lakier nakładam sporo godzin przed spaniem i był kompletnie suchy, ale rano obudziłam się z mega odciśniętymi wzorami z pościeli! Myślałam, że mnie trafi, bo ileż można... lakier się nie błyszczy po takich odbitych śladach.
Czy tylko ja mam z tym problem?
 Dzisiaj nałożę kolejne warstwy!


Chciałam kupić inne kolory na allegro, ale zakrętki tych lakierów są tam czarne, a oryginalnie mają białe. Mam wątpliwości co do ich oryginalności na allegro. Natomiast zamierzam zamówić kolejny szybkoschnący Sally Hansen Insta Dri w kolorze fioletu. Widziałam za 4,99 zł i wysuszacz do lakieru tej samej firmy. Mam tylko dylemat czy w postaci lakieru czy z pipetką, rzekomo nowość tylko pod względem aplikacji.

A teraz więcej zdjęć: 






pirelka


poniedziałek, 25 marca 2013

Miła przesyłka i produkty z saszetek

Zapomniałam już o wygranej książce, dopóki nie zawitał do mnie Pan listonosz.

O książce pisałam więcej w poście TUTAJ.

 W dzisiejszym poście chciałam napisać kilka słów na temat kilku produktów w saszetce.
 Miałam okazję wypróbować Krem BB Nivea. Były dołączone do najnowszej gazety "Skarb" dostępnej w Rossmannie. Były dwa odcienie, do cery jasnej i śniadej. Poszukując idealnego kremu BB, ucieszyłam się i ostatnio wypróbowałam krem do cery jasnej. Saszetka wystarczyła na dwa użycia.


Opis: Zapewnia wszystkim typom skóry nawilżenie, a ponadto chroni i wygładza cerę. Równomiernie pokrywa wszelkie niedoskonałości. Łączy w sobie zalety kilku produktów. Unikalna formuła zapewnia pięć ważnych właściwości, aby natychmiast nadać Twojej skórze idealny wygląd oraz efektywne, głębokie nawilżenie:
- wyrównuje koloryt skóry i zmniejsza widoczność porów,
- pokrywa niedoskonałości takie jak oznaki zmęczenia, cienie pod oczami, przebarwienia, zaczerwienienia i drobne zmarszczki,
- rozjaśnia skórę, poprawiając naturalny koloryt skóry,
- dzięki innowacyjnej formule Hydra IQ zapewnia idealne nawilżenie,
- dzięki filtrowi przeciwsłonecznemu SPF 10 pomaga chronić skórę przed wpływem środowiska związanym z działaniem promieni słonecznych i przedwczesnym starzeniem.


Do tej pory używałam kremu z podkładem firmy Olay, kiedyś kupiłam na wyprzedaży ale nie jestem z niego zadowolona. Niestety ten z Nivea okazał się jeszcze gorszy i cieszę się, że mogłam najpierw wypróbować bo byłabym wściekła gdybym go kupiła.
Krem może i nawilża, ale też bardzo natłuszcza a cera niemiłosiernie się błyszczy. Być może kryje niedoskonałości skuteczniej niż Olay i wyrównuje koloryt, ale równie dobrze podkreśla każdą podsuszoną skórkę na policzkach (choć nie należę do osób z suchą skórą,wręcz przeciwnie) a także drastycznie podkreśla pory i niedoskonałości na nosie.
Dla mnie dramat! Do tego skóra jest taka "tłusta".

Jednym słowem- nie kupię i nie polecam.

Kolejny produkt w saszetce to Dermika Fresh&Go, żelowa maseczka przeciw objawom zmęczenia i stresu, pod oczy i na powieki. 
W komplecie są 3 saszetki, mi pozostała już tylko jedna.


Opis: Żelowa maseczka pod oczy i na powieki o szybkim działaniu wygładzającym, relaksującym, drenującym i nawilżającym. Zalecana w przypadku skłonności do tworzenia się worków pod oczami, zmęczenia, stresu, pracy przy komputerze i w klimatyzacji.

Maseczkę kupiłam z myślą o nałożeniu jej po ciężkim dniu pracy, żeby zneutralizować opuchnięcia i dać odpocząć skórze wokół oczu. Skusiła mnie sama firma Dermika, która już drugi raz bardzo mnie zawiodła. Zawsze myślałam, że to świetne produkty.
Już po pierwszym użyciu nie spodobała mi się, odpuściłam ją na chwilę ale kilka dni temu znowu nałożyłam. Konsystencja mnie zadowolona (początkowo), bo wcześniej nie zauważyłam by była taka treściwa, miałam nadzieję że tym razem spodoba mi się. Niestety...czym prędzej ją zmyłam.
 Po chwili częściowo zaczyna się wchłaniać pozostając w zagięciach powiek i pod oczami, co podczas mrugania skutkuje sklejaniem się skóry. Okropne uczucie.
Nie kupię jej ponownie.


Na koniec produkt, który jest moim KWC w świecie maseczek.

Oczyszczająca maseczka- wodorosty i błoto z morza martwego Montagne Jeunesse


Z góry przepraszam za nieestetycznie urwane opakowanie. Maseczka składa się z dwóch saszetek, lecz jedną już zużyłam wcześniej.

Opis:Algi i aloes głęboko oczyszczają skórę, podczas gdy sól morska i naturalna glinka delikatnie usuwają wszystkie zanieczyszczenia i delikatnie nawadniają skórę. Odpowiednia do każdego rodzaju cery.

Jedna z najlepszych, a może nawet i najlepsza maseczka jaką miałam okazję nałożyć na twarz. Po jej nałożeniu nawet w domu czujemy się jak w SPA, cudownie chłodzi skórę dając przyjemne uczucie. Ma przyjemny zapach i śliczny kolor. Buzia po jej zmyciu jest oczyszczona a zarazem wypielęgnowana.
Nie podrażnia, a wręcz łagodzi skórę.


Mój HIT maseczkowy.



Na koniec chciałam dodać dopełnienie opinii o lakierze Bell, który ostatnio prezentowałam TUTAJ 
Nałożone na odżywkę Eveline 8 w 1 zmyłam bo zaczęły odpryskiwać. Pomalowałam solo, dwie warstwy, następnego dnia pokryłam top coat'em gel-look firmy essence. Powiem szczerze, że tak nałożony lakier trzyma się do dzisiaj, około 3 dni. Nie odprysnął w żadnym miejscu, delikatnie zaczyna się ścierać na brzegach. Jeśli tak mają się trzymać bez odżywki to są cudowne lakiery :)
Nawiasem mówiąc, niezmiernie mnie denerwuje pomalowanie paznokci po południu, a jednak po nocy widać odciśnięte ślady po pościeli czy kocu. Nałożyłam top coat, żeby widać nie było i znowu po około hm...8 godzinach położyłam się spać i rano patrzę..a tutaj to samo.
Doprowadza mnie to do szału.

Czy Wy też macie z tym problem? Jak sobie z nim radzicie? 
Który krem BB jest Waszym ulubionym i sprawdzonym, godnym polecenia? 



pirelka

niedziela, 24 marca 2013

Recenzja Playboy Play It Lovely Shower Gel

Moje testowanie żelu pod prysznic Playboy Play It Lovely dobiega końca. Buteleczka powoli robi się pusta, a testowałam dzięki portalowi "Wizaż" , czym wspomniałam w poście TUTAJ.


 Opis: Niewinny flirt warto rozpocząć z żelem Play it Lovely. Jego dziewczęcy urok przywołuje swawolną beztroskę, która pobudzi do bicia serce każdego chłopca. Bogata formuła oraz kremowa konsystencja żelu nawilża i pielęgnuje skórę, pozostawiając ją jedwabistą oraz gładką. Kwiatowy zapach delikatnie otula ciało, roztaczając wokół pachnącą woalkę. Jego słodycz to zasługa drobnych różowych jagód, które rozpływają się w atrakcyjnym bukiecie świeżych orchidei. Roślinne serce przeistacza się w ciepłą bazę przepełnioną subtelną ambrą oraz kresowością drzewa sandałowego. Ten zniewalający zapach oblał rumieńcem zachwytu żel Play it Lovely, którego lekko różowa barwa widoczna jest dzięki przejrzystej buteleczce. Kobiecy wygląd opakowania dekorują połyskujące na etykiecie gwiazdki oraz logo w postaci główki królika. Żel nawet w mokrym wydaniu jest po prostu Lovely.

Kiedy nowe żele Playboy pojawiły się na sklepowej półce, od razu ten zapach spodobał mi się najbardziej. W związku z tym wiedziałam jaki rodzaj wybrać, zaznaczając właściwy.

 Żel zachwycił mnie opakowaniem, kształt butelki jest opływowy i wygodny, kolory współgrają idealnie z szatą graficzną. Ślicznie, ekskluzywnie prezentuje się w łazience.
Słodki kwiatowy zapach urzeka mnie podczas każdego użycia. Słodycz którą skrada, kompletnie pochłania moje zmysły. Już dawno nie podobał mi się tak żaden zapach.
Żel jest kremowej konsystencji, już niewielka ilość tworzy dość obfitą pianę na gąbce. Zapach unosi się podczas mycia, niestety nie zauważyłam by utrzymywał się na skórze później. Ale tego nie oczekuję od żelu, ponieważ mało który ma taką zaletę.

Jak najbardziej spełnia moje oczekiwania, tymbardziej że sama pewnie nigdy bym go nie kupiła- a teraz chętnie od czasu do czasu po niego sięgnę, jeśli pojawi się w jakiejś promocji.

Bez promocji kosztuje 10,99zł

A Wy testowałyście już nowe żele Playboy ?


pirelka

sobota, 23 marca 2013

Puder sypki Max Factor - najlepszy

Dajmy na chwilkę odpocząć firmie Bielenda (choć nie do końca ;-)).
Chciałabym dzisiaj skupić się na makijażu, a dokładniej na nieodzownym w moim dniu codziennym pudrze wykończeniowym jakim jest puder sypki Max Factor.


Przez bardzo długi czas próbowałam różne pudry wykończeniowe, zwłaszcza w kamieniu ale żaden nie odpowiadał mi na tyle, by kupić ponownie.
Natrafiłam na "okazję dnia" w Rossmannie i zdecydowałam się kupić puder sypki Max Factor.
Do tanich on nie należy bo w cenie regularnej kosztuje aż 52 zł, ja kupiłam go z rabatem za ok. 35 zł.
To i tak dużo jak na puder wykończeniowy, ale dzisiaj nie żałuję.

Puder sypki mam już dobre kilka miesięcy, nie pamiętam dokładnie jaki czas temu kupiłam ale na prawdę sporo czasu minęło a wciąż "końca nie widać".

Opis producenta: Niezwykle lekki i delikatny puder sypki, który daje naturalne wykończenie makijażu. Jego półprzezroczysty kolor doskonale współgra z każdym odcieniem podkładu. Specjalne sitko i delikatna puchowa gąbeczka zostały zaprojektowane tak, aby zaaplikować odpowiednią ilość pudru. 

Puder jest dla mnie idealny, faktycznie jest lekki i delikatny jak producent nas zapewnia. Nadaje również naturalne wykończenie i całkowicie stapia się z cerą. Jest niewidoczny, aczkolwiek matowi i wyrównuje koloryt skóry. Używam go codziennie...jako wykończenie podkładu lub nawet wtedy kiedy nie nakładam podkładu, zawsze pokrywam twarz sypkim pudrem w celu wyrównania koloru skóry, zdarza mi się położyć go na krem BB. W każdym wypadku sprawdza się bardzo dobrze.

Jest bardzo wydajny, a jego aplikację ułatwia sitko dzięki któremu nie nabieramy go zbyt dużo. Dodatkowo plastikowa nakładka "przyciskająca" zabezpiecza rozsypywanie się pudru.
Ja osobiście nie nakładam go puszkiem dołączonym do opakowania, a pędzlem. Akurat mam pędzel Elite, który bardzo sobie chwalę.
Opakowanie jest solidne, zakręcane. Nie ma mowy o wydostaniu się pudru np. w torebce.



Serdecznie polecam, gdyż do tej pory są to dla mnie najlepiej zainwestowane pieniądze na puder sypki. Posłuży mi chyba jeszcze z rok ;)

Nie wiem czy zdecyduje się kupić inny, ale kusi mnie jeszcze puder bambusowy.


Wczoraj był mój dzień na SPA dla twarzy, na którą powędrowała maseczka intensywnie odżywiająca AA z maliną.


Opis: Twoja cera jest przesuszona, pozbawiona witalności, brak jej zdrowego kolorytu i szukasz sposobu na jej błyskawiczne odżywienie? Receptura maseczki intensywnie odżywiającej AA Skuteczna Pielęgnacja zawiera zestaw niezbędnych regenerujących składników, które stymulują odnowę komórkową i odbudowują hydrolipidową barierę skóry.
Efekty: skóra jest głęboko odżywiona, nawilżona i zregenerowana.

Maseczka ma delikatną kremową konsystencję, w łagodnym malinowym kolorze. Zapach specjalnie nie przeszkadza, jest delikatny ale też nie zachwyca. 
Po zmyciu maseczki (powinno się ją ściągnąć wacikiem, ale ja wolę zmyć), skóra faktycznie wyglądała na odżywioną, w ładnym świeży i równym kolorze. Nawet po zmyciu wodą nie była ściągnięta.
Maseczka nie wywarła na mnie jakiegoś dużego wrażenia, ale chętnie jeszcze kiedyś po nią sięgnę.
Na zdjęciu prezentuje jedną część maseczki, gdyż drugą jakiś czas temu zużyłam.
Maseczkę kupiłam w Biedronce.

Pozostając przy temacie Bielendy ;-) zrobiłam dzisiaj małe zakupy i uzupełniłam zapas soli do kąpieli. Tym razem piękną turkusową z olejkiem kokosowym, ponoć ma działanie wyszczuplające i nawilżające. Zobaczymy.
Dodatkowo, zaopatrzyłam się w wymienne wkłady o których wspomniałam w poście o maszynkach Venus.
 A to wszystko za sprawą kuponu rabatowego w Hebe - 10zł :) 
Kilka dni temu za niską cenę 6,99 zł kupiłam też balsam do ciała również Bielenda. Już jakiś czas temu byłam ciekawa jego działania. Zobaczymy...



pirelka

piątek, 22 marca 2013

Bielenda, Ogórek & Limonka - Tonik



Kolejny post dotyczy produktu firmy Bielenda, a to za sprawą tego że co rusz wpada mi w ręce godny uwagi produkt tej firmy.

Tym razem poddać recenzji a zarazem polecić chciałabym  
Tonik do cery mieszanej i tłustej Bielenda, Ogórek & Limonka
  
źródło zdjęcia: FEMME-ZONE 

Opis: Antybakteryjny bezalkoholowy tonik pomaga zwalczyć problemy:
- błyszczącej skóry narażonej na powstawanie wyprysków
- rozszerzonych i zablokowanych porów
- pryszczy, zaskórników, przebarwień.

Pojemność: 200 ml

Działanie:Tonik usuwa brud, tłuszcz i zanieczyszczenia. Zwęża i zamyka pory, osusza wypryski, zmniejsza wydzielanie sebum, doskonale nawilża.

SKUTECZNIE I DŁUGOTRWALE MATUJE -  pozostawia skórę bez błyszczenia przez cały dzień. Łagodzi podrażnienia, rozjaśnia przebarwienia.

Efekt:Idealnie czysta i matowa skóra. Pory zwężone i mniej widoczne.


Nie mam ulubionego toniku, używam różnych w poszukiwaniu swojego ideału, do tej pory w mojej łazience królowały toniki Tołpa, były dobre aczkolwiek dopiero Tonik Bielenda jest godny opisania i polecenia.

Dzięki braku zawartości alkoholu skóra po przemyciu nie jest ściągnięta ani napięta, wręcz przeciwnie czuje się nawilżona i "mokra" mimo iż tonik jest matujący.
Tonik ma piękny jasnozielony kolor, ślicznie orzeźwiająco pachnie.
Nie uczula, nie podrażnia i jest całkowicie delikatny. 
Odczucie podczas przemywania nim twarzy, można porównać do delikatnych mokrych bąbelków czy delikatnej pianki sunącej po twarzy.

Dla mnie idealny! 

Powiem szczerze, że nawet Tonik Tołpa nawilżający, nie nawilżał aż tak jak ten, ani nie dostarczał tak miłego uczucia podczas przemywania.

Na koniec dorzucę moje ostatnio ulubionej mydełka.

1. Mydło Palmolive SPa Thermal 

źródło zdjęcia: Rossnet 
 
2. Moje ostatnie odkrycie, Mydło Biały Jeleń z otrębami pszennymi

źródło zdjęcia: Pollena 

Nigdy nie miałam ulubionych mydeł, bo do mycia ciała używam żeli pod prysznic, natomiast te dwa mydełka są moimi faworytami w łazience. Mydło Palmolive zaczarowało mnie zapachem i dodatkiem soli z Morza Martwego. Przyjemne granulki delikatnie masują i oczyszczają skórę.
Natomiast Mydło Biały Jeleń oczarowało mnie dodatkiem otręb pszennych, naturalnym zapachem i tym że nadaje się do skóry wrażliwej.   
Ostatnio cześciej sięgam po produkty Pollena i coraz bardziej mnie przekonują.



pirelka

Popularne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...